Dzieci śmieci

Domowa forteca
Domowa forteca
Mieszkam w centrum warszawy. W kamienicy, niedawno odnowionej, z pięknymi kamieniami na schodach, windami ozdobionymi drewnianymi portalami, z panią myjącą klatkę schodową codziennie, z ochroniarzem w bramie i… kipiącymi śmietnikami, z których wysypują się puste kartony, nadmuchane baniaki o pojemności 5 l po wodzie, z ogromną ilością plastikowych opakowań, szklanych butelek i śmieci organicznych… wszystkich wymieszanych. Jakby na złość i specjalnie lekceważących napisy na kontenerach informujące o ich przeznaczeniu. Dlaczego ludzie, którzy są wrażliwi na piękno, nawet luksus są tak niewrażliwi na to co robią z naszą planetą, nie wspominając nawet o swoim podwórzu?

Można odpowiedzieć, że stać ich na codzienne wywożenie nieposegregowanych śmieci. Zamiast wykazać się niewielką dbałością o to co i jak wyrzucają, aby można było zmieścić do kontenerów trzy razy więcej śmieci – a nie powietrza w nich. Czy warto demonstrować możliwości finansowe w taki właśnie sposób? Zepsuła ci się synku zabawka? To kupimy nową, przecież nic się nie martw. Przewróciłeś się i masz dziurę na kolanie? Dawaj te spodnie do śmieci, jutro kupimy nowiusieńkie. Chcę powiedzieć, że aspekt ekonomiczny w tym tekście w ogóle mnie nie interesuję. Myślę o świadomym wychowaniu dzieci. Które potrafią docenić piękno otaczającego je świata, być wrażliwym na otoczenie, a co za tym idzie wykazywać się minimalnym wysiłkiem w kierunku – nie mówię upiększania – ale niepsucia tego co wokoło. Za swój cel, jako matka, stawiam sobie wychowanie dziecka, które będzie współobywatelem planety Ziemi, a nie małym (i coraz większym) wampirkiem pasożytującym na tym co jest, nie dbając o ślad jaki po sobie zostawi.

Zaintrygowała mnie kiedyś myśl Etgara Kereta, który mówił, że jego syn jak był mały, to miał 40 książek i gdy dostawał nową musiał oddać którąś ze starych (nie spodziewałabym się takiej postawy po pisarzu akurat ☺). Ja w temacie książek jestem bardziej liberalna, ale uważam, że dziecko nie musi mieć pokoju pełnego zabawek, aby przeżywać wspaniałe chwile. Maleńki Staś bawił się u moich stóp patelniami, garnkami, drewnianymi łyżkami. Owszem, było głośno – ale Stasiek miał poczucie, że bawimy się wspólnie. Przecież ja też coś mieszałam, korzystałam z tych samych naczyń co on.

Teraz budujemy bazy z kocy i poduszek, a jak wielką radość miał, gdy przyniosłam do domu kartony do przeprowadzki… Zamek na pół pokoju stał u nas przez kilka dni i niech tylko ktoś spróbowałby go zdemontować…! Babcia z kija od szczotki i płóciennego plecaka zrobiła flagę i markerem domalowała wrota do zamku. Najlepszym pojazdem do poruszania się po mieszkaniu, jest drewniana rolka po kablach, którą zostawili dwa lata temu panowie montujący kino domowe. Obraca się nią, siada i jeździ wykorzystując napęd nożny. W przypadku konieczności umycia rąk z kolei wystarczy postawić ją na podłodze przy umywalce i nie potrzebne są plastikowe schodki ze szwedzkiego sklepu meblowego. Wydawało mi się to normalne, jestem dumna, że mam dziecko które umie się bawić wszystkim. Był to świadomy element wychowania. Myślę, że trudno jest zmienić podejście dzieci do przedmiotów, gdy są nieco starsze i mają inne doświadczenia. Dlatego cieszy mnie inicjatywa firmy INTERSEROH, która wprowadziła „EkoPaka – zamykamy obieg surowców”. Opracowali oni programy edukacyjne dla dzieci, które są na początku podstawówki, które mają zachęcić je do nadania surowcom drugiego życia. Każdy chciałby mieć drugie życie… Ciężko to osiągnąć u ludzi, ale… możemy dać je przedmiotom które nas otaczają! Nauczmy tego nasze dzieci!

Proszę Was o przykłady - drugiego życia przedmiotów, szczególnie tego nadanego przez dzieci :)
Trwa ładowanie komentarzy...